Flamenco
znaczy po hiszpańsku: flamandzki (albo:
Flamandczyk). Czyżby
więc sztuka flamenco miała niderlandzkie korzenie? Nic podobnego:
flamenco (sprawdzono) nie ma nic wspólnego z muzyką Belgii czy
Holandii. Dlaczego więc ma taką nazwę? Flamencolodzy szukali
różnych wytłumaczeń, mniej lub bardziej kuriozalnych, sugerując
tu nawiązanie do niezrozumiałego języka Cyganów, do ich
kolorowych (rzekomo
wówczas)
strojów,
czy wręcz dopatrując
się ich
podobieństwa
do flamingów. Historyk i
muzykolog Blas Infante sugerował nawet, że flamenco
pochodzi od arabskiego fellah-mengu,
co miało oznaczać biednego wieśniaka. Wszystko by się zgadzało, gdyby nie jeden drobny szkopuł: w języku arabskim wyraz „mengu”... nie istnieje.
niedziela, 6 marca 2022
piątek, 16 listopada 2018
Flamenco to...
Dla mnie flamenco to śpiew pierwotny, przedwieczny. Jest ekspresją sprzed początków mierzenia czasu, sprzed narodzin słów. Jest pierwotnym krzykiem. Jest jedynym świadkiem chwil najgłębszego cierpienia, począwszy od tych pierwszych. Cóż lepiej niż seguiriya wyrazi ból niemowlęcia pozostawionego samemu sobie?
czwartek, 15 listopada 2018
Jeszcze raz o seguiriyi
Diego Clavel "mówi" swoją seguiriyę (bo pieśni flamenco się "mówi" a nie śpiewa, nawet jeśli brzmi to bardzo śpiewnie). Rzuca ją w cień nocnego nieba. Wysypuje się z niego. Bo śpiew głęboki po prostu się wysypuje, przelewa przez brzegi naczynia. Rozwija się na niebie jak fajerwerk, jak serpentyna, co pomnoży się w czwórnasób, zanim opadnie na ziemię.
środa, 5 października 2016
Jondo!
Przepraszam moich dawniej wiernych czytelników, że tak długo tu nic się nie działo. Żeby wznowić aktywność na tym blogu, potrzebowałem szczególnego impulsu. W sferze zewnętrznej dostarczyła mi go Silvia Pérez Cruz. Utwór, na który chcę zwrócić waszą uwagę, nie należy do gatunku flamenco, ale jest - w moim odczuciu, w tym wykonaniu - najzupełniej jondo. To "Gallo rojo" - popularna pieśń z czasów, gdy Hiszpanię szarpała wojna domowa.
sobota, 6 grudnia 2014
ZNOWU CANTE
Wczoraj
wróciłem do domu. Przed snem długo raczyłem się muzyką z
YouTube. Naszło mnie znów bardzo na flamenco – acz muzyka
węgierska też nadal mnie bierze. Pilar Bogado i MaríaCarrasco – jak one śpiewają! Ale starzy mistrzowie też, np.
Chato de la Isla. I El Chocolate.
W
melizmatach i wibratach cante jondo jest coś takiego, że
otwierają we mnie „piekła i raje” - docierają do tych
zakamarków, które przy innych rodzajach muzyki pozostają na głucho
uśpione jak Śpiąca Królewna. Jak mógłbym odejść od muzyki tak
wyzwalającej, budzącej?
Etykiety:
cantaoras,
cantaores,
cante,
chato de la isla,
fandango,
maria carrasco,
pilar bogado,
seguiriya,
serrana,
soleá
Subskrybuj:
Posty (Atom)

